poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Cacanie usypianie

Nigdy z usypianiem i zasypianiem nie mieliśmy problemu. Czy to w dzień, czy w nocy, Antonia o określonej porze kładziona była do swojego łóżeczka - 20 minut i już smacznie spała. Ostatnio mocno się to zmieniło. Protestuje w dzień przed spaniem, mimo iż ziewa i trze oczka. Położona wieczorem do łóżeczka - co trzy minuty coś wymyśla, a to siku, a to piciu, a to kot wypadł, wiecznie coś. I to coś potrafi trwać nawet dwie godziny i wyprowadza mnie z równowagi. Odkąd zaprzyjaźniłyśmy się z Gabrysią i jej mamą, troszkę się zmieniło. Gabrysia w dzień chodzi spać o tej samej godzinie co my tzn. między 12.00 a 13.30. Kiedyś na placu zabaw żegnamy się po zabawie i nagle Gabrysia mówi Mama, zupka i baja i spać. Okazało się, że ona w dzień śpi w dużym pokoju, przy bajce. Usłyszawszy to Antonia wykrzyczało to samo Zupka, baja i pać. Po powrocie do domu nie chciała słyszeć o swoim łóżeczku, więc postanowiłam spróbować. Zjadła obiad, włączyłam jej bajkę, położyła się i za chwilę usnęła. Nie wiem czy to dobre żeby spała przy bajce, ale ważne, że nie marudzi, nie krzyczy i nie protestuje. Leży, ogląda i w końcu zasypia. Wieczorem za to... Jakiś czas temu tak się rozpłakała, że nie mogliśmy sobie dać rady. Wpadła w jakąś furię (chyba ze zmęczenia). Nie dała się w żaden sposób uspokoić, a zostawienie jej samej w pokoju nic nie dało. W końcu do niej weszłam i powiedziałam, że jak przestanie płakać to ją przytulę, a potem pocacam na dobranoc. Uspokoiła się w sekundę. Tak jak obiecałam wzięłam ją na rączki i przytuliłam, a potem położyłam i zaczęłam cacać. Po 10 minutach już spała. Teraz nie czekam aż zacznie płakać, jak słyszę, że zaczyna wymyślać czego to ona nie chce przed spaniem, wchodzę i pytam czy ją pocacać, czasem sama woła Mama cacy. Głaszczę ją wtedy po główce, zwracając non stop uwagę, że ma leżeć grzecznie - szybko się wtedy uspokaja. Potem próbuję ja głaskać po nosku całą dłonią, w ten sposób często mruga, aż w końcu zamyka oczka ze zmęczenia i zasypia. Cacanie nie trwa długo - co najwyżej pół godziny, ale czasem nawet te pół godziny to dla mnie wieczność. Zanim do niej wejdę sama muszę się uspokoić i wyciszyć. Najgorzej jak się rozbudzi w nocy i woła, żeby ją pocacać. Nie pozwala tego robić tacie, więc muszę iść ja. Tu już brakuje mi cierpliwości :/ Kilkanaście minut o 2.00 nad ranem ciągnie się w nieskończoność. Jak brakuje mi sił, zabieram ja i pakuję do nas do łóżka, gdzie zasypia momentalnie. Na szczęście nie zdarza się to często.

Tak sobie czasem śpimy

2 komentarze:

  1. U mnie podobnie śpi tylko głową do szczebelek i często wstaje z odbitymi na czole ;-D

    OdpowiedzUsuń

To jest mój blog i zawiera on moje opinie. Jeśli masz inne - napisz. Pamietaj jednak - komentuj, sugeruj, ale nie obrażaj.