poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Kompu kompu

Po raz pierwszy od dawna, w końcu mam posprzątane i ugotowane, także z czystym sumieniem mogę usiąść i troszkę popisać.
Dziś o nowych przyjaźniach. W naszym ogródku Jordanowskim są dwie stałe bywalczynie (prócz nas rzecz jasna) - Gabrysia z przemiłą mamą Anetą i Ola ze swoją opiekunką. Wszystkie trzy dziewczynki mają dwa latka, także mają podobne problemy, dzikie pomysły i zainteresowania. Antonia bardzo je lubi, a za Garbysią wręcz przepada. W czwartek mama Gabrysi zaproponowała nam wspólne wyjście nad wodę tzn. mamy i córeczki. Jak Antosia usłyszała, że mamy jechać nad wodę i to jeszcze z Gabrysia, nie mogła w nocy usnąć, taka była szczęśliwa. A nad wodą - było naprawdę bardzo fajnie. Myślałam,że będę musiała non stop siedzieć z Antosią w wodzie, a tu zaskoczenie. Świetnie bawiła się z Gabrysią przy brzegu, do wody wchodziła tylko na wysokość kolan i wtedy sobie kucała, moczyła dupsko i rączki. Nie sądziłam, że będzie się tak grzecznie i tak bezpiecznie bawić. Czasem bardzo mnie zaskakuje. Oczywiście jak tylko Antonia poczuła wodę, wychodziła z niej tylko na siku albo wtedy gdy Gabrysia wychodziła. Uwielbia się kąpać, nawet w chłodnej wodzie. A nad wodę wybrałyśmy się do Konstantynowa. Cena bardzo zachęca, bo to jedyne 2zł od osoby na cały dzień. Jedyny minus, to to, że plaża jest bardzo nasłoneczniona, jak chce się cień, trzeba przenieść się na trawę, nieco dalej od wejścia do wody. Tym sposobem sprytna mama spaliła sobie plecy. Dwa dni spałam na brzuchu, bo inaczej się nie dało i non stop smaruje się maścią na oparzenia :/ Jest nauczka na drugi raz. A pewnie będzie, bo dziewczynki pytane czy pojedziemy jeszcze raz nad wodę odpowiadają zgodnie, że tak i Antosia mówi, że z Gabrysią, a Gabrysia, że z Antosią :) Zastanawiam się jeszcze nad jednym. Gabrysia ma do kąpania jednoczęściowy kostium, my niestety pluskałyśmy się w zwykłych majteczkach. Antonia jest mała i nie robi jej większej różnicy czy to czy ma majtki czy kostium. Szczególnie, że kostium dla dziecka to nie lada wydatek i jak wiemy będzie dobry tylko na jeden sezon.
Pewnie też się zastanawiacie, dlaczego z takiej wyprawy nie ma zdjęć. No cóż, obie zaradne mamy pamiętały o wszystkim za wyjątkiem aparatu. Mój wbudowany w telefon zanim zrobi zdjęcie, Antosi nie ma już w miejscu, w którym kilka sekund wcześniej była :)

1 komentarz:

  1. też tak mam że jak trzeba to nie mam tego aparatu przy sobie ;-/

    OdpowiedzUsuń

To jest mój blog i zawiera on moje opinie. Jeśli masz inne - napisz. Pamietaj jednak - komentuj, sugeruj, ale nie obrażaj.